PIERWSZY ROK  WSZYSTKIE

Chusta czy nosidło – testujemy!

  • Nie spiesz się z zakupem – najlepszego wyboru chusty czy nosidła dokonasz przymierzając je razem z dzieckiem  
  • Jeśli nie planujesz używać wózka lub masz już dwójkę dzieci i potrzebna Ci trzecia ręka – wybierz chustę długą tkaną
  • Jeśli zamierzasz nosić dziecko sporadycznie i na krótkie dystanse – rozważ chustę kółkową
  • Nie zaczynaj stosowania nosidła zbyt wcześnie, najlepiej poczekaj do momentu kiedy dziecko samodzielnie zacznie siadać
  • Jeśli bardzo nie chcesz chusty i bardzo chcesz nosidło – rozważ nosidła chustowe wiązane lub regulowane jak Fidella lub Storchenwiege

Wynalazek starszy niż koło

Przyznaję – nigdy nie byłam fanką chust. Chustowanie kojarzyło mi się z kobietami w długich spódnicach, tańczącymi w kręgu, wymalowanymi w etniczne wzorki. Tak między National Geographic a Martyną Wojciechowską „Na Krańcu Świata”. I myślę sobie, że jest jakieś uzasadnienie tego skojarzenia, bo chusta jest stara jak świat, a na pewno starsza niż koło (i co za tym idzie – wózek). Przy pierwszym dziecku szerokim łukiem omijałam wszystkie tematy chustowe. Mieszkam w bloku z windą, przemieszczam się autem, a posturę mam nie zbyt mocarną, więc noszenie dziecka nie było moim marzeniem. Dylematu „chusta czy nosidło” w ogóle nie podejmowałam.

Przy drugim dziecku nabrałam trochę pokory (bo jak tu gonić dwulatka z niemowlakiem w wózku). Nie zaczęłam jednak od chust, bo te wydawały mi się nadal zbyt skomplikowane. Usłyszałam o nosidle Maruspi – że jest ergonomiczne i dla dzieci od urodzenia. Spróbowałam i byłam z siebie (tj. ze swojego wyboru) całkiem zadowolona. Do czasu kiedy spotkałam Monikę i Agę. Poprosiłam dziewczyny o ocenę pozycji mojego dziecka w Marsupi oraz kilku innych nosidłach i chustach. Sama skupiłam się na określeniu poziomu trudności założenia i wygody noszenia dziecka. I przyznam, że było to bardzo ciekawe i zaskakujące dla mnie doświadczenie.

Czym się różni chusta od nosidła?

Nigdy nie rozumiałam dlaczego chusty można używać od urodzenia dziecka, a nosidła są zalecane dopiero od momentu kiedy dziecko samodzielnie siada. W głowie mieszali mi też producenci nosideł, którzy rekomendowali swoje produkty, jeśli nie od urodzenia, to już od 3 miesiąca życia. Wydawało mi się, że zarówno w chuście jak i w nosidle dziecko ma podobną pozycję. No właśnie – podobną, ale jednak nie taką samą. Jak się okazuje, w chuście dziecko ma pozycję dostosowaną do aktualnego etapu rozwoju swojego kręgosłupa (oczywiście przy prawidłowym wiązaniu). Nosidła (nawet moje cudowne Marsupi) nie dają takiej możliwości, niestety. Podstawowym problem jest brak stabilizacji bocznej kręgosłupa oraz niefizjologiczne, duże odwiedzenie nóg (kąt prosty w biodrze i pod kolanem). A w chuście mamy większe zgięcie w kolanie oraz mniejsze odwiedzenie miedzy nogami. Dla niematematycznych mózgów brutalne, ale zapadające w pamięć porównanie – różnica jak między żabką kumkającą przy stawie, a żabką rozdeptaną na drodze. Sprawdziłam to naocznie na własnym dziecku – nosidło wymusza spore odwiedzenie nóżek i w efekcie wyprostowanie kręgosłupa (czyli de facto pozycję siedzącą). W chuście miednica jest podwinięta, a wtedy kręgosłup zachowuje naturalne krzywizny.

Nawet jeśli pozycja jest nie-do-końca-idealna, czy to szkodzi?

Podstawowy argument jest zawsze ten sam – mnie nosili w wisiadłach, a żyję, chodzę i nawet nie narzekam za bardzo na kręgosłup. Oczywiście czynników, które wpływają na naszą postawę jest wiele. Przeprowadzenie rzetelnych badań porównujących wpływ noszenia w chustach i w nosidłach byłoby niezwykle trudne (bo kto z nas chciałby poddać swojego maluszka badaniom, szczególnie w grupie kontrolnej, która potencjalnie miałaby wykazać negatywne aspekty noszenia?!). Znaczenie mają zarówno cechy budowy każdego dziecka, czas i częstotliwość noszenia, ale też – o czym przypomniała mi Monika – poprawność wykonywania czynności pielęgnacyjnych przy dziecku. Nie ma więc niestety jednoznacznego źródła wiedzy o konsekwencjach nieprawidłowego noszenia dzieci.
Posłużę się jednak porównaniem – kiedy niemowlę z niewielkimi zaburzeniami (na przykład ze wzmożonym napięciem mięśniowym) poddajemy fizjoterapii 2 razy w tygodniu po 30 min, to po jakimś czasie widzimy pozytywne efekty. Analogicznie – czy stosując nieprawidłowe praktyki noszenia zdrowego dziecka, nie powinniśmy spodziewać się negatywnych efektów?

Hmm… Zaczęłam rewidować moją niechęć do chust i mimo pewnego sceptycyzmu postanowiłam dowiedzieć się chociaż podstawowych informacji.

Najprościej o chustach – tkaniny, gramatury, sploty

Dla wszystkich, którzy tak jak ja, są laikami chustowymi, kilka zdań wprowadzenia. Większość chust wykonana jest ze 100% bawełny. Jest to najprostsze i najbezpieczniejsze rozwiązanie dla rodziców maluszków, które jednak czasami ulewają (chustę można szybko wyprać razem z pozostałą garderobą dziecka). Są też chusty z domieszkami lnu lub konopi (wówczas chusty są bardziej twarde, ale i wygodniejsze do noszenia dużych, ciężkich dzieci) czy bambusu (polecany jako bardziej przewiewny zwłaszcza latem, ale też bardziej śliski, czyli trochę trudniejszy dla początkujących). Nie tylko rodzaj materiału, ale też jego grubość (określana mianem gramatury – od ok 190 do nawet ponad 400 gramów na metr kwadratowy), jak i splot – ważne, aby był skośno-krzyżowy (lub dla bardziej zaawansowanych: jodełkowy, diamentowy, serduszkowy czy żakardowy), mają znaczenie. Wpływają na to jak chusta pracuje (pozwala na dobre dociągnięcie – zredukowanie zbędnych luzów na materiale, czyli zabezpiecza i utrwala właściwą pozycję dziecka w wiązaniu).

Chusty elastyczne
Chusta elastyczna – a w niej, fantom, czyli lalka o rozmiarze i ciężarze niemowlaka, na której można uczyć się wiązania chust

Na rynku znajdziemy tzw. chusty elastyczne, zwykle chętnie korzystają z nich początkujące mamy. Skorzystałabym pewnie i ja, bo usłyszałam że prosto się je wiąże (obwiązujemy swoje ciało chustą, a dopiero później „wciskamy” pod nią dziecko). Niestety są też minusy – jako że są naprawdę elastyczne utrzymanie stałej, prawidłowej pozycji dziecka jest trudniejsze. Chusta dość mocno się rozciąga pod wpływem ciężaru dziecka, jest więc bardziej odczuwalna dla kręgosłupa mamy. Z uwagi na powyższe rekomenduje się ją raczej dla mniejszych (lżejszych) dzieci. Przymierzyłam i chyba nie zostałam fanką.

Chusty długie tkane
Chusta długa tkana o splocie żakardowym

Najbardziej typową chustą jest długa tkana. Jej długość może przerazić, bo potrafi sięgać nawet ponad 5 metrów. Wydawało mi się, że chusta, którą przymierzam (4,6 m) po zamotaniu będzie się ciągnąć za mną (165 cm wzrostu) jak tren. Kiedy jednak Aga sprawnie ją na mnie zawiązała okazało się, że nadmiar nie jest duży. Pewnie docelowo myślałabym o rozmiarze ok 4 – 4,2m. Chusta długa to rozwiązanie dla osób, które nie chcą lub nie mogą używać na co dzień wózka. Wiązanie nie jest proste, ale przy częstym stosowaniu zakładam, że wchodzi w krew i nie stanowi problemu.

Ja wypróbowałam „kangurka” – ponoć lepszy na start (można go stosować nawet u wcześniaków, przebieg materiału w tym wiązaniu pozwala na ułożenie maluszka w poprawnej pozycji, jest też dobre dla rodzica – dobrze odciąża kręgosłup i wpływa m.in. na zachowanie poprawnej pozycji ciała podczas noszenia) oraz „kieszonkę” (w tym wiązaniu trzeba się trochę więcej napracować, by noworodka ułożyć w odpowiedniej pozycji). Jeśli chcecie ułatwić sobie sprawę wybierzcie chustę z krawędziami w różnym kolorze – łatwiej się połapać przy wiązaniu. Przyznam, że mimo sceptycznego nastawienia ta chusta wydała mi się (zaskakująco) bardzo wygodnym rozwiązaniem. I coraz częściej myślę o tym, aby jednak spróbować i nauczyć się chociaż podstawowego wiązania.

Chusta kółkowa
Maks testuje chustę kółkową

To rozwiązanie dedykowane dla mam takich jak ja, które noszą dzieci sporadycznie i krótko. Jeśli potrzebujesz się przemieścić raz w tygodniu z samochodu do kina i z powrotem, to ten produkt będzie bardzo pomocny. Oczywiście prawidłowe „dociągnięcie” (czy ja zaczynam mówić „chustowym” żargonem ?!) zajęło mi chwilę, ale cam’on – robiłam to pierwszy raz w życiu. Chusty kółkowe mają oczywiście kółka – plastykowe lub aluminiowe. Z uwagi na trwałość warto rozważyć raczej te drugie. W porównaniu do chust długich, kółkowe są raczej krótkie (1,7 – 2,1 m). Różnią się sposobem zszycia materiału wokół kółek – mogą mieć zaszewki / zakładki, półzakładki (tzw. ramię zakładkowe), tkanina może być też prosto zszyta wokół kółek (tzw. ramię proste) – ułatwia to nieco rozłożenie chusty i ciężaru dziecka na ramieniu.

I jeszcze jedno odkrycie – myślałam, że w chustach kółkowych dziecko nosi się w pozycji bocznej (czyli tak jak najczęściej na rękach), a tu niespodzianka. Pozycja klasyczna jak w pozostałych chustach. Jedną rzecz trzeba wziąć jednak pod uwagę – chusta kółkowa to wiązanie asymetryczne, obciążające jedną stronę ciała, więc wszelkie problemy z kręgosłupem (szczególnie asymetrie ułożeniowe) zarówno u mamy jak i u dziecka stanowią przeciwwskazanie do jej stosowania.

Nosidła ergonomiczne

Do niedawna istniało tylko pojęcie nosidło. Z czasem zostało jednak wyparte przez pogardliwe określenie „wisiadło” i uzupełnione chwalebnym: „nosidło ergonomiczne”. Czy jest jeszcze ktoś (oprócz mnie), kto nie widzi różnicy? Po spotkaniu z Agą i Moniką mogę się już trochę powymądrzać w temacie. Podstawową wadą wisiadła jest to, że cały ciężar dziecka jest oparty na jego kroczu, a luźno zwisające nóżki są narażone na kontuzje stawów biodrowych. Jak fachowo wyjaśnia Monika – opadająca w siedzisku pupa prowokuje, w sposób nie uzasadniony fizjologicznie, pionowe obciążenie kręgosłupa, z jednoczesnymi siłami działającymi na przeciążenie stawów biodrowo – krzyżowych i biodrowych.

Problem z nosidłami ergonomicznymi jest taki, że nie ma jednego wzorca jak miara metra czy kilograma, które powie nam czy i od kiedy rzeczywiście moglibyśmy je zastosować. Wystarczy, że producent uzna swój produkt za ergonomiczny i może tak napisać na opakowaniu, dodając nawet rekomendację użytkowania od urodzenia.  Ciężko jednak o porównywalność i wiarygodność. Jak więc wybrać najlepsze nosidło? Przymierz i:

  • Dopasuj nosiło do swojego rozmiaru – nie tylko wzrost ma znaczenie, ale na przykład również długość tułowia, obfitość biustu, wcięcie w talii.
  • Dopasuj nosidło do budowy ciała swojego dziecka – tutaj istotne są proporcje, czyli długość tułowia, długość nóżek oraz tzw. korpulentność.
  • Zwróć uwagę czy panel (czyli część materiału, która okrywa dziecko):
    • jest miękki (dostosowuje się do ułożenia kręgosłupa, dobrze otula niemowlę, nie jest sztywny lub usztywniany),
    • odpowiednio szeroki (sięgający od kolana do kolana dziecka); zbyt krótki może powodować ryzyko podwichnięcia lub zwichnięcia stawu biodrowego, zbyt długi uniemożliwi swobodne zgięcie nogi; wiele nosideł umożliwia ustawienie kilku szerokości panelu,
    • jest odpowiednio wysoki, czyli sięga do szyi dziecka.
  • Uwaga! Dobre nosidła nie pozwalają na noszenie dziecka przodem do świata!

Nosidła, które przetestowałam

Marsupi
Nosidło Marsupi

Jako pierwsze nosidło przymierzyłam moje Marsupi. Oczywiście wydawało mi się wyborem niemalże doskonałym. Jest bardzo lekkie, łatwo się zakłada, bardzo wygodnie używa. Jedyny minus, który sama znalazłam to zapinanie na rzepy – nie sposób wyjąć dziecka z nosidła nie budząc go jednocześnie. Moje dziecko śpi non stop, więc dla mnie to nie problem, ale dla niektórych rodziców może być to wada nie do przejścia. W trakcie testów, po minie Moniki zgadłam, że idealnie nie jest. W czym rzecz? Otóż uchwyty naramienne zapinane są na wspomniane już rzepy na panelu, w którym jest dziecko. I niestety dobre dopasowanie uchwytów powoduje zbyt mocne wyprostowanie tułowia dziecka w nosidle. Poza tym moje dziecko nie miało niestety dobrze podpartego całego kręgosłupa. W niektórych miejscach materiał odstawał zawieszając dziecko mocno na nóżkach. Hmm… nie to chciałam usłyszeć. Zwłaszcza, że Marsupi reklamuje się jako nosidło dla dzieci od 0 do 6 miesięcy. Mój 3 miesięczny syn powinien być więc idealnym modelem dla tego nosidła. A jednak.

Tula
Nosidło Tula Free-to-Grow

Na drugi ogień poszła regulowana Tula Free-to-Grow. Marka tak znana, że przedstawiać zapewne nie trzeba. Brałabym w ciemno, gdybym chciała wydać powyżej 500 PLN (Marsupi ma tę przewagę, że kosztuje ok 250 PLN). Monika zwróciła uwagę na lepsze odciążenie kręgosłupa (lepiej dopasowany panel), niż w Marsupi. Mi jednak nie do końca odpowiadał bardzo masywny pas biodrowy. W moim przypadku (i tu wraca kwestia budowy ciała) pas ten był tak sztywny, że nie dopasowywał się do kształtu moich bioder i automatycznie był zbyt wysoko umieszczony. Zakładam jednak, że dla osób o większej posturze, masywny pas i uchwyty naramienne mogłyby być sporą zaletą.

Fidella
Nosidło Fidella Fusion 2.0

Ostatnim testowanym nosidłem była regulowana Fidella Fusion 2.0 wykonana z materiału chustowego. Mierzyłam rozmiar toddler czyli taki, który wg producenta jest dedykowany dzieciom od rozmiaru 74 do ok 104. Nawet moje oko laika musiało przyznać, że dziecko jest w nim dobrze osadzone, materiał dopasowuje się do naturalnego ułożenia kręgosłupa mojego syna, który notabene dopiero do rozmiaru 74 dorasta. Dodatkowa opcja wpięcia pasów ramiennych w pas biodrowy daje więcej przestrzeni na ułożenie kręgosłupa dziecka, ten sposób zapięcia nie przeprostowuje ciała malucha w okolicy środka jego pleców. Co więcej, dla mnie również to nosidło wydało się bardzo wygodne. Oczywiście dla pełnej oceny musiałabym je od Agi wypożyczyć (i hurra że jest taka opcja!) na kilka dni. Ale z tym poczekam jednak, aż Maks troszkę podrośnie i zacznie sam siadać.

Storchenwiege

Ostatnim nosidłem, które dla kompletności tego tekstu powinnam sprawdzić, ale niestety nie zdążyłam, było Storchenwiege. Producent nazywa je nosidłem chustowym i w sumie wcale mnie to nie dziwi, bo nawet na pierwszy rzut oka więcej w nim elementów chustowych, niż tych z klasycznego nosidła. To również nosidło regulowane (co oznacza, że mogę dopasować szerokość panelu podpierającego uda dziecka do jego aktualnych rozmiarów), ale w odróżnieniu od poprzednich nosideł pasy ramienne są kawałkami materiału, które należy skrzyżować za plecami, przeprowadzić pod nóżkami dziecka i zawiązać na supeł pod jego pupą. Wydaje się skomplikowane, ale też bliskie gestom wykonywanym podczas wiązania chusty. Jeśli z jakichś przyczyn będziecie zmuszeni do noszenia w nosidle dziecka, które jeszcze samodzielnie nie siada, rozważcie tę opcję. Przymierzcie tzw. Storcza, bo może się okazać, że pozycja Waszego dziecka będzie w nim najlepsza z możliwych.

Wersja ekonomiczna – chusty i nosidła używane

Zastanawiałam się, czy specjaliści dopuszczają stosowanie chust i nosideł używanych? Czy może – tak jak w przypadku pierwszych butów – należałoby mieć model dedykowany tylko dla naszego dziecka? Z chustami sprawa jest prosta – mogą być używane, ponoć nawet materiał używany jest bardziej plastyczny i co za tym idzie łatwiejszy w użyciu (tu padło slangowe określenie „łamanie chusty” – mi się skojarzyło z łamaniem człowieka w torturach, ale ponoć to zupełnie co innego i wcale nie takie ciężkie). Z nosidłami natomiast sprawa ma się tak, że kluczowe jest dobranie rozmiaru do rodzica i do dziecka. Niby jesteśmy podobni, ale jednak każdy ma trochę inny wzrost, inną długość tułowia, szerokość ramion, dzieci mają również różne proporcje. Dlatego używane nosidła można stosować, ale najpierw trzeba się upewnić, że są one dobrze do nas dobrane oraz czy elementy takie jak pasy i klamry są w dobrym stanie.

A więc co wybrać?

Zanim dokonasz wyboru zastanów się w jakim celu, jak często i jak długo chcesz nosić dziecko. Jeśli będziesz wstępnie ukierunkowana, to wybierz się do sklepu (najlepiej specjalistycznego, bo większość marketów „dziecięcych” nadal oferuje „wisiadła”), w którym możesz swoje wyobrażenia zderzyć z rzeczywistością. Aby przymiarka była miarodajna nie decyduj się nią w ciąży, ale już po porodzie i to z dzieckiem. Wówczas najłatwiej będzie dopasować chustę czy nosidło do potrzeb.

Czy chustowania nauczę się sama?

O ile w przypadku nosidła użytkowanie można rozpocząć bezpośrednio po zakupie (jeśli dziecko jest na etapie samodzielnego siadania), o tyle w przypadku chusty pozostaje jeszcze nauczenie się wiązań. Pierwsze pytanie, które cisnęło mi się na usta – czy można zdobyć tę umiejętność oglądając filmiki z you tube’a? I chyba odpowiedziałam sobie sama oglądając kilka wybranych instruktaży 🙂 Nie każdy ma taką wyobraźnię, tudzież zdolności manualne, aby odwzorować poprawnie (magiczne jak dla mnie) komendy z filmów. Bo ładny efekt końcowy to nie wszystko. Ważne aby wszystkie etapy wiązania były przeprowadzone prawidłowo (np. podwinięcie miednicy, dobre dociągnięcie chusty – w szczególności górnej krawędzi). Jeśli finalnie zdecyduję się na chustę (długą tkaną) to na pewno skorzystam z pomocy doradcy – czy to na zajęciach indywidualnych czy grupowych.

Nieoceniona wiedza ekspercka – dziękuję!

Moje testowanie nie byłoby możliwe bez pomocy dwóch osób, które zechciały podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem:

Aga Oleszczuk-Kalkhoff – doradca noszenia dzieci w chustach i nosidełkach miękkich po kursie zaawansowanym ClauWi. Uwalnia ręce młodych rodziców jednocześnie zapewniając im bliskość z maleństwem – upraszczając: uczy rodziców zdrowego i bezpiecznego noszenia maluszków w chustach, dobiera nosidła. Wspólnie z mężem i synkiem prowadzi www.TULsie.pl, czyli sklep internetowy oraz wypożyczalnię i przymierzalnię chust oraz nosideł.

Monika Piwnicka – mgr fizjoterapii z siedemnastoletnim stażem terapeutycznym, ceni pracę z każdym pacjentem, jednak to z dziećmi, które uczą tak wiele pokory i osobami z problemami neurologicznymi lubi pracować najbardziej. Jednocześnie przekazuje swoją wiedzę jako instruktorka metody PNF. Szkoli również młodych rodziców w zakresie prawidłowej pielęgnacji niemowląt. Mama dwóch cudownych bliźniaków – Alusia i Miśka.

Dziewczyny – dziękuję! Dzięki pracy nad tekstem uzyskałam odpowiedzi na wiele pytań, które krążyło mi po głowie od ponad 2 lat. Mam nadzieję, że materiał okaże się pomocny wszystkim rodzicom.

*Artykuł nie jest sponsorowany i nie zawiera tzw. linków afiliacyjnych. Przedstawione informacje i opinie oparte są o doświadczenia autorki.
2 komentarze
  1. AnNa 11 miesięcy ago
    Reply

    ja testowałam tylko jedno nosidełko Luna Dream, ale na szczęście już pierwszy wybór okazał się trafiony. chusty nie chciałam, a nosideł było całe mnóstwo do wyboru. ja się kierowałam trochę niższą ceną i jakością materiału.

Leave a Comment

Your email address will not be published.

You may also like

Najczęściej czytane