PODRÓŻE  WSZYSTKIE

Dlaczego Sri Lanka to doskonały kierunek na wakacje z roczniakiem?

  • Przyjemny klimat (ok 30 stopni Celsjusza), zwłaszcza w okresie pory suchej (grudzień – marzec)
  • Stosunkowo niewielka różnica czasu względem Polski (+4,5h)
  • Dogodny przelot (w porównaniu do innych krajów azjatyckich) – ok 12h (wliczając 1,5h przerwę w Doha)
  • Łatwe podróżowanie po wyspie – z kierowcą/przewodnikiem
  • Brak dużych zagrożeń – politycznych, środowiskowych, terrorystycznych czy epidemiologicznych
  • Co ciekawego warto zrobić (z małymi dziećmi): odwiedzić plantacje herbaty w Nuwara Elija, podziwiać krajobrazy jadąc lankijskim pociągiem, wybrać się na safari w Udawalawe lub Yala National Park, odpocząć na plażach na południowym lub wschodnim wybrzeżu
  • Co ciekawego warto zrobić (bez małych dzieci): zwiedzić świątynie w Anuradhapura, obejrzeć pozostałości starożytnego miasta Sigirija na 180 metrowej wulkanicznej skale, zrobić treking na w okolicy Ella, np. na Równiny Hortona

Dlaczego zdecydowaliśmy się na Sri Lankę?

Zaczęło się banalnie – od promocji w liniach lotniczych. Tak wiem, jestem uzależniona, monitoruję stale oferty i ceny głównych dalekodystansowych przewoźników. Szukam okazji, nowych kierunków, szybko się inspiruję i przechodzę do opcji „kup teraz”. Ze Sri Lanką było podobnie. Rozważaliśmy Kambodżę, Laos, Wietnam i Indonezję, ale nie mieliśmy przemyślanych szczegółów. Kiedy pojawiła się oferta do Colombo sprawa wydała się całkiem prosta – wynajmiemy samochód z kierowcą, zwiedzimy wyspę i skończymy urlop na bajecznych Malediwach. Jeśli bilet na trasie Warszawa – Colombo, Male – Warszawa kosztuje poniżej 2,5 tyś PLN to naprawdę nie ma czasu na rozważania. A więc – kupione! Hurra! (Szkoda tylko, że nie sprawdziłam od razu kosztów transportu z lotniska do hotelu na Malediwach…)

Wyjazd zaplanowaliśmy – tak jak zwykle na 2,5 tygodnia, czyli wystarczająco długo, żeby nacieszyć się ciepłem i słońcem, i wystarczająco krótko, żeby nie zbankrutować. Mówi się, że Azja jest tania. I zapewne jest – dla backpackersów i lokalnych mieszkańców. Dla europejskich turystów, podróżujących z dzieckiem – chyba już mniej.

Dziecko w samolocie

Często słyszę pytania o to jak moje dziecko znosi loty. Zadają je rodzice przygotowujący się do pierwszej rodzinnej podróży. Cóż, trudno mi obiektywnie odpowiedzieć – Basia w ciągu pierwszych 2 lat życia spędziła więcej czasu w samolotach niż w jakichkolwiek innych środkach transportu, z samochodem włącznie. Nie wiem czy to kwestia przyzwyczajenia czy przygotowania, ale wszystkie loty mijały nam bezproblemowo i spokojnie. W drodze na Sri Lankę udało się nawet zmieścić naszą już 1,5 roczną córkę w gondolę, dzięki czemu i dziecko i my podróżowaliśmy komfortowo. Lecieliśmy w nocy więc przyciemnione światło (plus obowiązkowe również dla Baśki klapki na oczy) i cisza na pokładzie sprzyjały relaksowi. Jedyne moje zastrzeżenia do linii lotniczych (wszystkich, którymi dotąd podróżowaliśmy) dotyczą jedzenia dla dzieci w wieku 1-2 lata, podróżujących na kolanach rodziców. Niestety nie są uwzględnieni jako pełnoprawni (pełno-gębni) pasażerowie. Mogą wybierać między słoiczkiem dla półroczniaka a tym co znajdą na talerzach rodziców.
W czasie przesiadki (1,5h w Doha), z językiem na wierzchu, musieliśmy przebiec pomiędzy dwoma (moim zdaniem) najbardziej oddalonymi od siebie gate’ami. Tutaj bardzo dobrze sprawdziło się nosidło – galopowanie ze śpiącym dzieckiem było dużo prostsze. W Doha wszelkie kolejki, bramki, kontrole przeszliśmy razem z business class i niepełnosprawnymi. Nie wiem do której kategorii bliżej rodzicom z dzieckiem, ważne że to działa.

Aklimatyzacja w Negombo

Po sprawnej, ale jednak dość długiej podróży marzyliśmy o relaksie z dala od tłumów i hałasów. Skreśliliśmy więc z naszego planu stolicę Sri Lanki – Colombo i skierowaliśmy się bezpośrednio nad morze do pobliskiego (godzina drogi autem) Negombo. Czy to był dobry wybór? To pewnie zależy od oczekiwań. Naszym celem było spędzenie 2 dni w kameralnym hotelu z basenem, z dobrą kuchnią i przyjemną okolicą do wieczornych spacerów. I z tej perspektywy Negombo i hotel Pledge 3 się sprawdza (hotel zapewnia bezpłatny i komfortowy transport z lotniska, co moim zdaniem jest sporym plusem). Nie liczcie jednak na piękne białe plaże czy lazurowe morze – woda jest brunatna a piasek szaro-brązowy. To nie jest miejsce na dłuższy wypoczynek. Jeśli mieliście już okazję wizytować plaże zlokalizowane obok wielkich metropolii, to pewnie wiecie co mam na myśli. Niemniej krótki postój, przed rozpoczęciem wyprawy przez wyspę, bardzo dobrze nam zrobił. Zaaklimatyzowaliśmy się i przyzwyczailiśmy do zmiany czasu. Właśnie – kolejne pytanie, które często słyszę dotyczy dostosowania się dziecka do innej strefy czasowej. W przypadku kilkumiesięcznego dziecka, które nadal dużo śpi jest to banalnie proste. W przypadku roczniaka zajęło nam ok 3 dni. Na stałe (tzn na cały czas pobytu) zmieniły się godziny drzemek w ciągu dnia. Pory nocnego spania i wstawania udało nam się uporządkować w ciągu pierwszych dwóch dni – ważne jest pilnowanie rutyny i „przetrzymanie” dziecka na początku tak aby bez dodatkowych drzemek dotrwało do wieczora. Czyli jak najszybciej musimy zacząć funkcjonować wg nowego czasu.

Zwiedzanie z Genuine Sri Lankans

Kiedy planowałam trasę zwiedzania Sri Lanki wpadłam w osłupienie widząc, że wg google maps droga z Negombo do Kandy (108km) zajmie 3h. Okazało się, że nie ma w tym ani krzty przesady. Infrastruktura drogowa jest fatalna, ruch jest lewostronny, a na drodze można spotkać najdziwniejsze obiekty przypominające samochody, motory, autobusy czy tuk-tuki. Dlatego najbezpieczniejszym i jednocześnie najbardziej komfortowym sposobem na poruszanie się po wyspie jest wynajęcie kierowcy wraz z samochodem. Szukając tego najlepszego przejrzałam kilkanaście ofert, przeczytałam też dziesiątki opinii na Trip Advisorze. Odrzuciłam oferty bardzo drogie czy bardzo nieprofesjonalne (z milionem ukrytych kosztów np. za paliwo, noclegi kierowcy, czy opłaty drogowe). Zdecydowaliśmy się na Genuine Sri Lankans – i to był genialny strzał. Mailowo ustaliliśmy trasę wycieczki, mieliśmy jednak możliwość dokonywania zmian w trakcie drogi. Nie musieliśmy też płacić żadnej zaliczki, co było ewenementem na tle innych firm turystycznych. Nasz kierowca – Janitha – okazał się doskonałym przewodnikiem. Podróżowaliśmy w bezpiecznym i wygodnym aucie, z bardzo niepopularnym wśród lokalsów fotelikiem dziecięcym. Spędziliśmy w podróży 6 dni, podczas których zwiedziliśmy Kandy, Nuwara Eliya, Udawalawe i zakończyliśmy w Balapitiya. Koszt tej podróży wyniósł 510 USD. Do tego musieliśmy doliczyć nasze noclegi, wyżywienie i koszty zwiedzania.

Trudne początki

Po aklimatyzacji w Negombo postanowiliśmy odwiedzić tzw. sierociniec dla słoni (Millenium Elephant Foundation) w Kegalle. Odradzam. Jest to mini zoo, wyciągające kasę od klientów za krótką przejażdżkę na bardzo zmęczonych zwierzętach. To nie jest spotkanie z przyrodą o którym marzycie. Rozczarowani wizytą w sierocińcu, zrezygnowaliśmy już oglądania ogrodów (Peradeniya Royal Gardens) i pojechaliśmy bezpośrednio do hotelu Cinnamon Citadel. Bardzo przyjemny, nie za duży hotel, ze smaczną kuchnią i dużym basenem, położony w otoczeniu zieleni, oddalony od miasta o ok pół godziny drogi. Dobre miejsce na wypoczynek po kilkugodzinnej podróży. Kandy wydało nam się ruchliwym i pełnym zgiełku miastem. Ograniczyliśmy więc naszą wizytę do obejrzenia słynnej buddyjskiej Świątyni Zęba. Zrobiliśmy też podstawowe zakupy w markecie – i tu uwaga – jedzenie dziecięce w słoiczkach jest bardzo drogie (ok 10-15 PLN/sztukę) i bardzo trudno dostępne. Pampersy występują głównie w małych rozmiarach (4-ki i 5-tki są wielką rzadkością).

Czym nas zachwyciła Sri Lanka

Z Kandy przemieściliśmy się do Nuwara Eliya, wydawałoby się – rzut beretem – 78km i – niespodzianka – prawie 3 h drogi. Niemożliwe? A jednak. Nuwara Eliya jest położona na wysokości prawie 1900 m.n.p.m – warto wziąć pod uwagę, że jest tam odpowiednio chłodniej niż na wybrzeżu. W listopadzie temperatura oscylowała wokół 10 stopni Celsjusza, co wymuszało założenie grubszej bluzy i cienkiej kurtki. Jest to chyba najpiękniejszy region Sri Lanki – wspaniałe zielone tarasy z uprawami herbaty, wodospady, kolorowo ubrani ludzie, stragany pełne owoców i warzyw. I niesamowity zapach krzewów herbacianych. Przystankiem obowiązkowym jest plantacja herbaty. Zaufaliśmy rekomendacji Janithy i zwiedziliśmy niby niepozorną ale bardzo ciekawą fabrykę, w której produkcja niewiele się zmieniła na przestrzeni ostatnich dziesiątek lat. Na nocleg wybraliśmy niezwykły hotel, zbudowany w dawnej fabryce herbaty (The Heritance Tea Factory). Niesamowite wrażenie robiła zarówno sama konstrukcja, kolonialny wystrój jak i przepiękny widok z okien – zielone pola po horyzont. Na pewno Heritance był naszym najciekawszym (chociaż chyba również najdroższym) doświadczeniem hotelowym. Mimo, że atrakcji dziecięcych nie uświadczyliśmy – nie ma basenu czy sali zabaw. Jest za to piękna przestrzeń, genialna kuchnia (ale uwaga – niesamowicie ostra!) i życzliwa obsługa.

Parki Narodowe

Kolejnym punktem naszej podróży był Park Narodowy w Udawalawe. Postanowiliśmy część podróży odbyć lokalnym pociągiem. Bilety kupiliśmy przez Genuine Sri Lankans (co ciekawe – znowu bez żadnej przedpłaty). Wybraliśmy trasę Nany Oya (20km od Nuwara Eliya) – Ella, ale za rekomendacją naszego kierowcy wysiedliśmy przystanek dalej. Większość osób wysiada w Ella, bo tak jest „na trasie”, ale przez to omijają największą atrakcję, czyli przepiękny stary most – Demodara Nine Arch Bridge. Podróż trwała ok 2,5h, niestety przez większość czasu padał deszcz, co trochę utrudniało podziwianie krajobrazów. Pociąg w „najwyższej klasie” sięga poziomu standardowej osobówki, nie można oczekiwać luksusów, ale jest wygodnie i bezpiecznie. Znowu skorzystaliśmy z rekomendacji Johanita i wybraliśmy się na pyszny obiad w Ella, skąd wyruszyliśmy w dalszą 2-godzinną drogę do Udawalawe (tym razem autostradą – hurra!). Część osób w Ella wybiera się na trekkingi i z relacji spotkanych turystów wiem, że warto.

Udawalawe i Yala to dwa najbardziej popularne parki narodowe. Ze względu na odległość wybraliśmy ten pierwszy. Niestety nie udało nam się wybrać na safari (startują o godz. 6:00 i 15:00). Odwiedziliśmy jednak małe słonie podczas karmienia – zabawne doświadczenie, podglądane z pewnej odległości, na pewno dużo bardziej przyjazne zwierzętom niż te, które obserwowaliśmy w tzw. sierocińcu dla słoni. Sam hotel (Grand Udawalawe Safari Resort) był chyba średnim lub bardzo średnim wyborem. Jego atut to lokalizacja – tuż przy wejściu do parku. Zastrzeżenia mieliśmy do czystości, jedzenia, funkcjonalności itd.

Najpiękniejsza plaża

Z Udawalawe planowaliśmy wybrać się do Galle. Finalnie jednak zrezygnowaliśmy z wizyty w dużym mieście i skierowaliśmy się bezpośrednio do Balapitiya (170km i 2,5h drogi). Shinagawa Beach Hotel to był na pewno bardzo dobry wybór. Przepiękny widok na morze, bardzo wysokie fale, szeroka i czysta plaża, bardzo dobra kuchnia (również w miasteczku do którego można dojechać za grosze tuk tukiem). Cudowny relaks w bardzo kameralnym otoczeniu. Tego właśnie oczekiwaliśmy planując listopad w Azji.

W Balapitiya rozstaliśmy się z naszym kierowcą. Po kilku dniach odpoczynku zamówiliśmy transfer do Negombo, gdzie pożegnaliśmy się ze Sri Lanką i przygotowaliśmy do przelotu na Malediwy…

A co to biedne dziecko będzie tam jadło

Na koniec kilka słów dla wszystkich, którzy nadal nie są przekonani do odwiedzin Sri Lanki, bo obawiają się o dostępność jedzenia dla dzieci. Nasze doświadczenia są jednak bardzo pozytywne. Oczywiście potrawy standardowo są bardzo ostre – dlatego dzieciom trzeba oszczędzić curry (nawet najłagodniejszego) i wybierać raczej ryż, gotowane warzywa, mięso i przede wszystkim przepyszne ryby! My głodni nie chodziliśmy, dziecko również. Jeśli znudziły się Wam Kanary a nie macie jeszcze odwagi na Laos i Kambodże – Sri Lanka wydaje się dobrym wyborem.

Leave a Comment

Your email address will not be published.

You may also like

Najczęściej czytane