PODRÓŻE  WSZYSTKIE

Sprzęty podróżne – co warto mieć, co jest zbędnym gadżetem?

Ładnie, ale z głową

Długa droga z dzieckiem zwykle przeraża. Zabrać wszystko co potrzeba, spakować się kompaktowo, tak aby niczego po drodze nie zgubić i jeszcze mieć wszystko zawsze pod ręką. Czy to możliwe? Przy pierwszym dziecku próbowaliśmy w podróży odwzorować wyprawkę domową – czyli mieliśmy dosłownie wszystko. Kiedy pojawiło się kolejne dziecko zweryfikowaliśmy listę rzeczy najbardziej potrzebnych. Gadżety podróżne potrafią być urocze, sprytne i zabawne – ale które są tak naprawdę praktyczne?

Do podstawowej wyprawki podróżnej nie zaliczamy już:

  1. Wanienki turystycznej – w większości hoteli można ją wypożyczyć. Jeśli nie ma takiej możliwości – zawsze pozostaje umywalka lub kąpiel z dzieckiem pod prysznicem. Mimo, że mamy w domu wanienkę Stokke Flexi Bath zabraliśmy ją w podróż raz. Świetnie za to sprawdza się w domu, bo jest naprawdę kompaktowa.
  2. Walizki dziecięcej – był czas kiedy zafascynowaliśmy się walizką JetKids; dzięki uprzejmości Sąsiadów udało nam się ją nawet dokładnie obejrzeć i przymierzyć. Nie zdecydowaliśmy się jednak na zakup. Dlaczego? Najbardziej skorzystają z niej dzieci od 2 lat (bo potrzebują już własnego fotela w samolocie), które często lataj w bardzo dalekie destynacje. Niestety pakunek z materacem zajmuje dość dużą część walizki, więc niewiele miejsca pozostaje na dziecięce drobiazgi, typu miś czy ubranko na zmianę. A dodatkowy bagaż do pilnowania, ciągnięcia i noszenia dla rodziców jest…
  3. Łóżeczka turystycznego – w większości hoteli bez problemu je wypożyczycie; oczywiście może się zdarzyć dodatkowa opłata, materac może być sfatygowany albo (co nam się parę razy zdarzyło) w ogóle go zabraknie, ale zawsze jakieś miejsce do spania dla dziecka się znajdzie. Wożenie łóżeczka ma moim zdaniem sens jeśli jedziecie na tydzień do dziadków albo na działkę.
  4. Przewijaka – w necie znajdziecie przepiękne przewijaki turystyczne i cudne saszetki na pieluszki. Oryginalnym pomysłem wydaje się 3w1 – łóżeczko (ale tylko dla maluszków, bo ma 80 cm), przewijak i kosmetyczka – Baby Travel od Sango Trade. Wszystkie te produkty mają jednak moim zdaniem głównie walor estetyczny. Do przewinięcia dziecka przyda się kawałek prostej powierzchni oraz podkład jednorazowy. Zamiast saszetek wystarczy zwykła kosmetyczka. Jeśli jednak ktoś bardzo chce być trendy albo po prostu urzeka go forma i dizajn, to czemu nie. Nie jest to jednak – moim zdaniem – wyposażenie turystyczne z listy must-have.
  5. Plecaka dla dziecka – sprawdza się dla bardzo samodzielnych, raczej starszych dzieci; kiedy moja dwulatka zapakowała zabawki do swojego uroczego jelonka ze Skip-Hopa okazało się, że nie jest w stanie go udźwignąć. Jej drobny kręgosłup może nosić misia, batonik i chusteczki. Niewielka więc z niego pomoc na dalszych trasach. Niemniej im starsze dziecko tym więcej do własnego bagażu może zapakować.

Bez tych rzeczy nie ruszamy się w żadną podróż:

  1. Nocnik/nakładka – toalety publiczne zwykle sterylnością nie grzeszą, a utrzymywanie dziecka w powietrzu jest niewygodne dla obu stron. Dlatego korzystamy ze składanego nocnika i nakładki w jednym Potette Plus. Minusem jest cena wkładów (1,5 pln/sztuka) ale plusem ich biodegradowalność. No i ogromna wygoda użytkowania.
  2. Wózek – mała, zgrabnie się składająca parasolka, nie raz uratowała nam życie (nerwy, siły). Nawet jeśli dziecko jest „nie wózkowe” to może miewać drzemki o różnych porach. Aby nie spędzać całych dni w hotelowym pokoju, można dziecko włożyć w wózek i w drogę. Na wózek można też zapakować naprawdę sporo bagażu, odciążając własne ręce (raz podpięliśmy do spacerówki stopień do wożenia dziecka i na nim jechała walizka; naprawdę wygodne rozwiązanie przy dwójce dzieci, dwóch walizkach i dwóch parach rąk do ogarnięcia całości). W naszym przypadku dobrze sprawdza się Maclaren Techno XL, a od kiedy mamy dwójkę dzieci (które lubią pospać w ciągu dnia) – Phil & Teds Verve (to nie jest zwykły dwuosobowy wózek, tylko super kompaktowy wielofunkcyjny pojazd, naprawdę hit!).
  3. Nosidło – jeśli czeka Was przesiadka na lotnisku, planujecie pływać łódką, jeździć pociągiem i na inne sposoby przemieszczać się z kilkumiesięcznym dzieckiem to nosidło naprawdę fajnie się sprawdzi. W przypadku młodszych dzieci lepszym pomysłem może być chusta. O tym jak wybrać nosidło lub chustę dla swojego dziecka – przeczytajcie tutaj.
  4. Podgrzewacz samochodowy – wydaje się zbędnym gadżetem? a jednak oszczędza czas w drodze. Jeśli macie „słoiczkowe” dziecko, a czeka Was daleka droga, chcecie ograniczyć postoje do minimum, to podgrzewanie słoika w drodze i karmienie na postoju jest bardzo efektywne czasowo. Na większości stacji dostaniecie bez problemu wrzątek (dobrze mieć swój garnuszek/kubek), ale ogrzewanie słoika trochę trwa (często zaproponują Wam mikrofalę, ale my nie jesteśmy jej miłośnikami).
  5. Lusterko samochodowe do obserwacji dziecka – to jest oczywiście must-have, jako że małe dzieci wozimy tyłem do kierunku jazdy i z perspektywy przednich siedzeń trudno zgadnąć co one akurat poczynają. Do podglądania, kontrolowania i zabawiania na linii tył-przód auta, niezbędne. U nas sprawdza się SkipHop (jest większe niż lusterka, których używaliśmy wcześniej, bardzo stabilne i łatwo się ustawia).
  6. Organizer i stolik do samochodu – dla dziecka, które potrzebuje rozrywek w bardzo długiej drodze. Nie jestem zwolennikiem puszczania filmów i gier na tablecie. Wiem, że odetną dziecko na dobrych parę godzin, ale obawiam się, że nie stanie się to bez konsekwencji dla psychiki i wzroku. Dlatego wybieram zabawy manualne, które wymagają kawałka w miarę prostej powierzchni (stąd stolik) i powinny być łatwo dostępne dla dziecka (organizer).
  7. Poduszka pod głowę – bardzo długo szukałam wygodnej poduszki turystycznej, dzięki której głowa nie będzie opadała podczas spania. I znalazłam świetne rozwiązanie w Hello Sunshine. W końcu ktoś wymyślił jedyny sensowny kształt poduszki. Dziecięcy rozmiar mieści się idealnie w foteliku. I zwróćcie uwagę na wcięcie z tyłu poduszki. Teoretycznie jest sprzedawana jako rowerowa, ale w praktyce służy nam też w aucie.

Odpoczywać w podróży, szaleć na postojach

Czy dzięki tym wszystkim sprzętom zapewnimy sobie święty spokój w podróży? A skąd! One może pozwolą nam jakoś przetrwać. Aby wypraw przebiegła sprawnie i przyjemnie trzeba pamiętać, że szczęśliwe dziecko to:

  • wyspane
  • najedzone
  • wybrykane dziecko.

Trzeba więc z wyprzedzeniem przemyśleć menu (a nie zapychać się fast-foodem po którym problemy żołądkowe gwarantowane) oraz przystanki – najlepiej na placu zabaw (znajdziecie je zarówno na Lotnisku Okęcie w Warszawie, jak i przy wybranych MOPach jeśli podróżujecie autem). No i najtrudniejsze – czym zająć dziecko w drodze! Tutaj ciągle szukam pomysłów i inspiracji.

Jeśli macie sprawdzone sposoby to podzielcie się proszę, będziemy testować w drodze na narty (1300 km autem!).

*Post nie jest sponsorowany i nie zawiera linków afiliacyjnych.

8 komentarzy
  1. Zuzia Grzelak 2 lata ago
    Reply

    Hej Asia! Świetny tekst, dużo przydatnych informacji.
    Sama podróżowałam z (wtedy) 10miesiecznym synkiem z Australii do Polski. Więc rozumiem na czym polega ‚idealne” spakowanie:)
    Ponieważ Oscar wtedy już pil mleko modyfikowane, upewnilam się że mam go odpowiednią ilość (wzięłam ciut więcej na wszelki wypadek) ale przesypalam je do znacznie mniejszego pojemnika niż puszka. To zaoszczedzilo mi dużo miejsca, które potrzebowałam z kolei na butelki na mleko. Byłam sama więc nie mogłam za każdym razem latać i myć je kiedy chciałam więc wzięłam ich odpowiednią ilość;)
    Jak wiemy samoloty zazwyczaj sa chlodne, szzegolnie jak sie spi!!;) Dlatego dużym ułatwieniem było wzięcie spiwora dla dzieci, który też może być używany w wózku.
    Pozdrawiam 😉

    • Zuzia Grzelak 2 lata ago
      Reply

      Czy tego podwójnego wózka używacie też może na codzień, zy to tylko wózek podróżniczy?

      • Używamy na co dzień, jest mega wygodny, ma duże koła, lekko się prowadzi. Ten wózek jest w kilku wersjach: z dużą gondolą, z kokonem (miękka mała gondolka) lub zupełnie bez gondoli a więc do dwójki siedzących dzieci. My wzięliśmy wersję drugą czyli z kokonem, bo mamy też dużą gondolę po pierwszym dziecku. Maks ma ok 74cm i już się prawie nie mieści, więc będzie się musiał przesiąść do wersji spacerowej (na szczęście jest rozkładana na płasko i dość obszerna). Zanim kupiliśmy ten wózek jeździliśmy dwoma pojedynczymi i to jest naprawdę męczące, nawet przy dwójce dorosłych. A jak chcesz się sama przemieścić z dwójką to uważam Phil & Teds za super rozwiązanie. Z minusów, oprócz ceny, brak kosza na zakupy jeśli dwójka dzieci jedzie w wersji spacerowej (jedno dziecko de facto siedzi w koszu;).

    • Hej, dzięki Zuza! Podróż do Australii i to samej z Maluchem to wyczyn! Respect:)

  2. Marta 2 lata ago
    Reply

    Przydatny wpis! Nocnik pottete must have! Używaliśmy przez kilka lat. U nas sprawdzają się też akcesoria Tuloko. Szczególnie stolik z mapą.

  3. Lasagne 1 rok ago
    Reply

    A sasiedzi nie chcą wypożyczyć jetkids? 🙂

Leave a Comment

Your email address will not be published.

You may also like

Najczęściej czytane