PODRÓŻE  WSZYSTKIE

Jaworzyna Krynicka – weekendowy wypad na narty

W drodze na Jaworzynę, czyli pod górkę

Do Krynicy Zdroju wybraliśmy się pod wpływem sąsiadów, który w sezonie zimowym potrafią przemierzyć (z trójką małych dzieci) trasę (niby tylko 400km, ale w praktyce co najmniej 6h) przynajmniej raz na 3 tygodnie. Na czym polega fenomen tego miejsca? Ruszyliśmy w drogę, aby to sprawdzić. Trasa jest na prawdę mocno nieciekawa. Pewnie można się przyzwyczaić, może nawet warto pochwalić, że dzięki obwodnicy z Warszawy wyjeżdża się w 20 min, omijając Janki. Do okolic Kielc jedzie się całkiem przyzwoicie (trasa S7). Niestety mniej więcej w połowie trasa z szybkiego ruchu zmienia się na ruch żółwi, prowadząc przez miasteczka i wioski. Kiedy w okolicy Nowego Sącza dzieci zaczęły już wariować liczyliśmy każdy kolejny kilometr do końca… Droga zajęła nam sporo czasu również z powodu postojów – dość częstych i długich. Ponieważ nie zaplanowaliśmy z wyprzedzeniem miejsca na obiad, spontanicznie, z pomocą Trip Advisora, znaleźliśmy włoskie bistro Del Favero Gastronomia Italiana. Lokal malutki, menu krótkie, ale kuchnia pyszna. Do pełni szczęścia zabrakło tylko przewijaka w łazience. W drodze powrotnej udało nam się poprawić „czasy” na trasie dzięki postojowi w zajeździe (mniej więcej w połowie drogi) Wilczyniec. Miejsce przyjazne dzieciom, przestronne i bardzo smaczne.

 Jaworzyna i alpejskie klimaty

Zacznę od rozczarowania – nie udało mi się znaleźć w ofercie schronisk Aperola Spritza. Jest herbata góralska, wódki smakowe, ale tego kluczowego alpejskiego napoju, który tak fantastycznie pozuje do zdjęć, zwłaszcza w słoneczną pogodę – brak. Poza tym same pozytywne zaskoczenia. Nie wiem co zrobiło na mnie większe wrażenie – przygotowanie tras czy brak kolejek? Mimo, iż nasza wizyta przypadła w trakcie ferii mazowieckich, to zarówno wyciągi jak i stoki wyglądały momentami na zupełnie opuszczone. Zwłaszcza w pierwszej połowie dnia. Hipotez miałam kilka – może za daleko tu z Warszawy? Może w tym roku jest moda na Białkę i Szyczyrk, który ponoć się bardzo rozwinął? Może jest drożej niż w innych miejscach (skipass 3-dniowy to koszt ok 300 PLN dla osoby dorosłej, aczkolwiek można otrzymać 10% zniżki za zakup online lub 15% zniżki za pobyt w Hotelu Jaworzyna)? Może zbyt mała oferta dla początkujących (udział tras średnich i trudnych to ok 90%.) Nie wiem jaka jest prawidłowa odpowiedź, ale bardzo mnie ta okoliczność ucieszyła.

8km tras? Szaleństwo! 🙂

No tak, jeśli chodzi o łączną długość tras to mówiąc uczciwie jest dość skromnie. Nawet w porównaniu ze wspomnianym Szczyrkiem (40km) czy Białką Tatrzańską (17km). Na obronę Jaworzyny trzeba przyznać, że trasy są szerokie i świetnie przygotowane. I żeby nie być gołosłownym – kiedy pisałam tego posta, na Jaworzynie działo 5 z 6 tras, a w Szczyrku 9 z 22 (wiem wiem, nadal 9 jest większe niż 5;). Może faktycznie brakuje różnorodności, ale jeśli macie ochotę intensywnie pojeździć, nie stojąc w kolejkach a ciesząc się świetnym, wyratrakowanym śniegiem, to Jaworzyna (zwłaszcza w godzinach 9-12ta) będzie idealna. Mapę tras znajdziecie tutaj. Jeśli chcielibyście poczuć się jak na stoku to zapraszam do obejrzenia 3 króciótkich filmików (trasa 2, trasa 2a, trasa 5).

Co dla dzieci?

Tak jak w wielu polskich ośrodkach narciarskich pod stokiem jest tylko parking (na szczęście spory). Brakuje przestrzeni do zabawy dla dzieci. Brakuje nawet przyjemnej kawiarni czy restauracji z widokiem na stok. Dlatego jeśli chcemy spędzić czas rodzinnie to musimy się wszyscy zapakować do gondolki i wjechać na górę. Dobra informacja jest taka, że dzieci do 4 roku życia wjadą bezpłatnie. A na szczycie czeka już trochę więcej atrakcji. Jest kilka karczm, w których można się rozgrzać i pożywić. Jest nawet całkiem przestronna sala zabaw dla dzieci – w kawiarni Widokówka). Gdyby jeszcze oferta menu Widokówki została poszerzona (przynajmniej) o dania dla dzieci, byłoby naprawdę idealnie. W tej chwili oprócz 2 zup, kilku fast-foodowych propozycji i ciasta nie można znaleźć wiele więcej.

Żółwik dla początkujących

Mimo wysokiego udziału tras trudnych, Jaworzyna ma też propozycję dla początkujących. Na zupełny start – dla dzieci – jest wyciąg orczykowy Żółwik (aby się do niego dostać należy wjechać gondolą). Porusza się faktycznie żółwim tempem, ma też odpowiednie dla młodszych rozmiary. Pierwszą myślą było – dlaczego nie ruchoma taśma? Ale teraz wydaje mi się, że nauka wsiadania na wyciąg to też cenna umiejętność, więc może fajnie od tego zacząć. Na Żółwiku widziałam też nieco starszych uczniów, więc jeśli chcecie stanąć na nartach po raz pierwszy, to bez obaw. Żółwik da radę 😉 Zarówno przy dolnej jak i górnej stacji gondoli znajdziemy wypożyczalnie sprzętu, można więc zdecydować się na jazdę zupełnie spontanicznie. Wypożyczenie kompletu sprzętu dla najmłodszych kosztuje 30 PLN za czas do 4h. Godzina nauki indywidualnej z instruktorem 100 PLN. W trakcie ferii organizowane są też kilku dniowe zajęcia grupowe.

Oferta gastro

Bo góry to przecież nie tylko narty. To klimat, słońce, relaks, leżaki, kiełbasa z grilla, pizza i grzaniec, prawda? Pod tym względem bardzo mnie zaskoczył Szczyrk – kiedy 3 lata temu (będąc już w ciąży i niestety nie na nartach) liczyłam na górski chillout w schronisku na Skrzycznem okazało się, że poza herbatą niewiele można dostać. Zastanawialiśmy się z mężem jak to możliwe, że taki potencjał biznesowy jest totalnie niewykorzystany. Być może w Szczyrku już coś się zmieniło? Na Jaworzynie oferta gastronomiczna jest przyzwoita (i wszędzie można płacić kartą). O ile chcecie zjeść przy górnej stacji gondoli i do godziny 18-tej. Wieczorem, pod stokiem, niestety nie ma dosłownie nic. Bistro zamyka się o 18-tej. Na przeciwko stacji działa restauracja Domek w Dolinie, ale jest to wyższa półka cenowa (dania główne w okolicy 50 PLN), więc raczej niewielu z jej oferty skorzysta. W niedalekiej okolicy jest też restauracja Hotelu Pegaz. Jeśli jednak liczylibyście na jakąś przyjemną góralską karczmę to niestety, trzeba wybrać się na wycieczkę do Krynicy. Ponieważ nocowaliśmy w Hotelu Jaworzyna, położonym tuż przy stacji gondoli, wieczorne jedzenie stanowiło dla nas sporą zagwozdkę. Kilka razy zjechaliśmy do miasta, ale szukanie miejsca do parkowania potrafi mocno sfrustrować. Zwłaszcza jeśli w międzyczasie dzieci zasną w samochodzie (o godz. 18tej!).

Gdzie spać?

Wszystko zależy od Waszej organizacji. Jeśli potraficie wstać o świcie, sprawnie zapakować się w auto i być pod gondolą przed 9-tę – ekstra. Wybór hoteli, pensjonatów i mieszkań na wynajem w Krynicy jest ogromny. W naszym przypadku, przy dwójce bardzo małych dzieci i kilku pobudkach w nocy, nie wchodziło to w grę. Jeździmy na zmianę, więc wybraliśmy hotel przy samej stacji gondoli. I faktycznie, tak blisko wyciągu chyba jeszcze nigdy nie mieszkaliśmy. Jest to niezwykle wygodne! Sam hotel jest bardzo przyzwoity, pokoje są czyste i przestronne. Dla narciarzy przygotowano ogrzewany ski-room. Minus jednak za brak windy (mieszkaliśmy na parterze). Słaby widok z okna (na parking) rekompensował idealny widok przez drzwi (sala zabaw dla dzieci). Nie jest to na pewno hotel typowo rodzinny, nie ma basenu, a przestrzenie dziecięce nie są duże. Niemniej moim zdaniem stanowi ciekawą propozycję dla rodzin, które przyjechały jeździć na nartach.

W najbliższej okolicy jest jeszcze Hotel Pegaz, Hotel Spa Dr Ireny Eris,z których można na piechotę dotrzeć pod wyciąg (ok 200-300m). Nieco dalej znajduje się mocno rozreklamowany, ogromny Hotel Czarny Potok, dysponujący własnym niewielkim stokiem szkoleniowym.

Czy chcielibyśmy wrócić?

Chciałabym do Jaworzyny wrócić z trzech względów. Po pierwsze, nie zdążyliśmy obejrzeć (za dnia) Krynicy Zdroju, nie odwiedziliśmy Pijalni Wód, nie wjechaliśmy kolejką linową na Górę Parkową. Mamy więc spory niedosyt. Drugi powód to bardzo przyjazne warunki do nauki jazdy na nartach dla Basi. W tym roku jest jeszcze za młoda (2,5 roku), narazie ograniczamy się do pokazywania na czym ten sport polega, jak wygląda sprzęt, jak się chodzi w butach narciarskich i ewentualnie jak się śmiesznie ślizga po śniegu.  No i last but not least – ja sobie na Jaworzynie pojeździłam. Krótko ale intensywnie. Oczywiście Alp to nie zastąpi, ale pozwoli dotrwać do marca 😉

*Artykuł nie jest sponsorowany i nie zawiera tzw. linków afiliacyjnych. Przedstawione informacje i opinie oparte są o doświadczenia autorki.

 

 

Leave a Comment

Your email address will not be published.

You may also like

Najczęściej czytane