Przedszkole narciarskie
PODRÓŻE  WSZYSTKIE

Przedszkole narciarskie – jak dobrze wybrać?

Matka zaplanowana

Zima bez nart? Niemożliwe! Wyrobiłam się przed ciążą, po porodzie, dałam radę z niemowlakiem, tym bardziej nie powinno być problemu z 3 latkiem. W końcu może wsiądzie na narty i po-je-dzie! Aby zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu udałyśmy się z Basią na Górkę Szczęśliwicką. Był ciepły październik, dziecko patrzyło na mnie jak na wariatkę, kiedy wciągałam jej spodnie narciarskie. Ludzie biegali po parku, a my maszerowałyśmy z ciężkim, starodawnym (taki znalazłam w domu) sprzętem. Wiedziałam, że to wszystko ma sens i kiedyś będę odcinać kupony 😉

Po pierwsze sprzęt

No dobrze, zacznę od samokrytyki. Nie wiem skąd przyszło mi do głowy, że znalezione w piwnicy narty, sprzed 15 lat+ nadadzą się na start. Może to przekonanie, że nie ma co inwestować, dopóki nie wiadomo czy się spodoba. A może się nie spodoba, bo się umęczy na topornym sprzęcie? Niestety nasza pierwsza Pani instruktor nie zwróciła na to uwagi. Na szczęście moja córka jest bardzo uparta. Jakiś czas później spotkaliśmy na stoku przemiłego chłopca, który walczył z rzeczywistością w 15+ letnich butach. Cóż. Mam prośbę. Nie róbmy im tego. Używanego sprzętu pełno na olx. Byle nie miał więcej niż 3-4 sezony. A co należy mieć? Narty, buty, kask, gogle (nie „okularki”), rękawice, kombinezon (wygodniej dwuczęściowy). Jeśli pogoda będzie „mokra” to wszystkiego po dwa egzemplarze. A co z kijkami? Do nauki się nie przydadzą, ale dla Basi były przedmiotem pożądania (bo wszystkie „starszaki” mają). Jeśli nie kupicie sprzętu to bez problemu wypożyczycie na miejscu. Dziecko rośnie, więc narty co roku wydłużają się o jakieś 10 cm. Jeśli nie masz przynajmniej 3ki dzieci, to ciężko będzie dobrze zamortyzować inwestycję. Natomiast wypożyczenie zagranicą to koszt ok 10 eur za dzień (narty+buty).

Oczekiwania

Poszukiwania przedszkola narciarskiego rozpoczęłam późnym latem. Próbowałam złapać kilka srok naraz – żeby był duży ośrodek narciarski (co najmniej 100 km tras, bo ja przecież też chcę pojeździć), żeby niedaleko od Polski (cobyśmy nie oszaleli już w drodze, więc pewnie max ok 1000 km), blisko wyciągu (najważniejsze, preferowana gondola bo mamy jeszcze półtorarocznego Maksa, z którym przyjemnie też czasem wciągnąć się na górę), szkółka na miejscu (bez jakiś dalekich podróży busami), najlepiej w centrum miasteczka. Jak myślicie – ile ofert trafiłam? Okrągłe zero. Zawsze coś było nie tak. Finalnie zdecydowaliśmy się na wyjazd do Schladming, z hotelem 400m od stacji gondoli Planai. Odpuściliśmy kwestię oślej łączki pod samym hotelem. No coż..

Rzeczywistość

Co się okazało? Najtrudniejsze przy planowaniu zajęć przedszkola narciarskiego jest takie skomponowanie wyciągów i tras, żeby pierwsze dwa dni spędzić na taśmie (najlepiej na dwóch różnie nachylonych), kolejne na krzesełku, gondoli i – to też super atrakcja dla dzieciaków – na talerzyku (nie orczyku). Wbrew pozorom logistyka to naprawdę nieprosta sprawa. Zwłaszcza, że na trasie powinno się znaleźć kameralne schronisko, w którym grupa „naszych” dzieciaków nie zginie zadeptana jakąś masową imprezą. Oczywiście logistyka to nie zmartwienie rodzica tylko szkółki narciarskiej. Szukając organizatora wyjazdu sprawdźcie czy na pewno zna lokalne stoki i ma dokładny plan, wg którego poprowadzi Wasze dzieci.

Oprócz lokalizacji istotną rolę odgrywają czasy – na którą godzinę można dziecko przyprowadzić i o której należy odebrać. Niestety dla zapalonych narciarzy funkcjonowanie przedszkola od 10:00 do 14:00 stanowi spory problem. Bo na świeżym śniegu i pustych z rana stokach nie pojeździcie (chyba, że szkółka zapewnia też opiekę w hotelu).

Pozytywy

Basia miała maleńką dwu osobową grupę. Zdarzyło się nawet dwukrotnie, że jeździła sama z instruktorem, bo kolega odpuścił. Dzięki temu zrobiła duże postępy i zaczęła odczuwać przyjemność z jazdy. A to już ogromny sukces. Instruktor traktował naszą 3-latkę bardzo serio. Nie było wielu wygłupów, ale były wyniki 😉 Pytanie czy nie jest to zbyt „zawodowe” podejście do przyjemności i zabawy jaką jest jazda na nartach?

Wpadki

Miało być przedszkole narciarskie, ale na miejscu okazało się, że z 3-latków jest tylko Basia. Większość grupy stanowiły dzieci 6-8 letnie, dla których były to już kolejne sezony doskonalenia jazdy na nartach. Zabrakło więc przebieranych misiów i typowo przedszkolnych zabaw (a tych szkolnych Basia zupełnie nie mogła zrozumieć 😉 Ale to oczywiście konsekwencja wyboru kameralnego wyjazdu. Największe „przedsiębiorstwa” na tym rynku oferują wyjazdy w dużych grupach, gdzie zawsze uda się skompletować grupę przedszkolaków.

Oprócz braku typowo dzięcięcych zabaw problemem okazało się odprowadzanie dziecka na stok. Wyobraźcie sobie dolną stację głównej kolejki linowej w szczycie sezonu z samego rana. Dziki tłum, przepychanie, kolejki na schodach Nie wpadłam na to niestety przed wyjazdem. Dojechanie z 3 latkiem na górę, ze sprzętem i zapasowymi rzeczami, wymagało niezwykłej cierpliwości i współpracy dziecka. I było koszmarnie męczące. Więc na przyszłość – dzieci najlepiej wysłać na łatwo dostępne i mniej oblegane stoki.

O czym będę pamiętać za rok?

Czy wybierzemy się ponownie z przedszkolem narciarskim? Myślę, że jest na to duża szansa. Tym razem zmienię jednak kryteria wyboru.

Wezmę pod uwagę większego tour operatora, doświadczonego w prowadzeniu zajęć przedszkola narciarskiego. Doczytam też w ofercie i w umowie gdzie dokładnie i w jakich godzinach są prowadzone zajęcia. Sprawdzę gdzie i o której godzinie powinnam dziecko dostarczyć i odebrać. Czy w czasie lunchu powinnam przejąć opiekę nad dzieckiem (chociaż tutaj przyznam, że na pewno miło będzie się spotkać z własnym dzieckiem w ciągu dnia 😉

No i odpytam znajomych o ich doświadczenia i plany – w grupie (równieśników) każdemu (nie tylko przedszkolakowi) raźniej!

Leave a Comment

Your email address will not be published.

You may also like

Najczęściej czytane