podróż, podróże, dziecko, hotel, restauracja, turystyka, urlop, wakacje, wyjazd, zdjęcia hotelu, rodzinny wyjaz,
PODRÓŻE  WSZYSTKIE

Jak wybrać hotel na urlop z dzieckiem?

Wolność dawno pożegnana

W tej innej rzeczywistości, w której żyliśmy jeszcze 3 lata temu, a więc w-czasach-bez-dzieci, podróżowaliśmy praktycznie non-stop. Jeśli przez 3 tygodnie musiałam być w domu, zaczynałam chorować, łapać depresję i wypalenie zawodowe. Kiedy na świecie pojawiła się Basia, nie zatrzymaliśmy się nawet na chwilę. Zwłaszcza, że urlop macierzyński traktowałam jako jedyną szansę na naprawdę długie wakacjowanie. Nie zmieniliśmy też sposobu podróżowania. Samolot, samochód czy pociąg jest tak samo do ogarnięcia z dzieckiem jak i bez. W hotelach nadal wybieraliśmy pokoje dwuosobowe. No może zaczęliśmy bardziej zwracać uwagę na dostępność czajnika. Jak się zapewne domyślacie taki stan nie utrzymał się jednak zbyt długo. Schody zaczęły się kiedy Basia skończyła 1,5 roku i weszła w okres (notabene do dziś nie zakończonego) buntu dwulatka. A prawdziwym wyzwaniem było nałożenie się na ten bunt narodzin młodszego braciszka. I jak w takich warunkach podróżować? Czego oczekiwać od hoteli, żeby mieć szansę na, chociaż bardzo podstawowy, wypoczynek?

To ile łóżek potrzebujemy?

Zacznijmy od kwestii spania. De facto tego głównie oczekujemy od hotelu. W pokoju standardowym mamy maksymalnie 2 łózka pojedyncze lub 1 podwójne. Możemy też bezpłatnie lub za pewną opłatą zamówić łóżeczko niemowlęce. I jest super. Problem pojawia się kiedy mamy dwoje dzieci – większość hoteli nie umożliwia wstawienia drugiego łóżeczka czy dostawki. Zaskoczeni? Ja bardzo. Można więc jedno dziecko przygarnąć do dużego łóżka – ale czy tego oczekujemy na urlopie? Można przyciągnąć ze sobą gondolę od wózka lub własne łóżeczko turystyczne – ale czy nasz bagażnik to pomieści? Można w końcu wynająć pokój 3-osobowy lub apartament (i tu cudowna zaleta – osobna sypialnia dla dzieci, dzięki której nie będziemy zmuszeni do chodzenia spać zaraz po dobranocce). Oczywiście decyzja zależy głównie od budżetu. Wybierając pokój zwróćcie uwagę na metraż. Bez dzieci mieściliśmy się nawet na 12 metrach, ale biorąc pod uwagę miejsce na dodatkowe łóżeczka, wózek, podróżny zestaw zabawek, tymczasowy przewijak – najchętniej wybieramy przynajmniej 20 metrów.

Sprzęty dziecięce – czego tak naprawdę potrzebujemy?

Zacznijmy od tego, że bazowym oczekiwaniem jest wyposażenie hotelu w windę. Oczywiste? Nam też się tak wydawało, ale rzeczywistość potrafi zaskakiwać. W bardzo znanym mazurskim hotelu dzieciowym niestety wciągnięcie wózka do (notabene maleńkiego) pokoju na drugim piętrze wymaga ogromnego samozaparcia. A co poza windą? Hotele określające się mianem przyjaznych dzieciom oferują zwykle możliwość zarezerwowania wanienki niemowlęcej, nocnika lub nakładki na sedes, czasem krzesełka do karmienia, rzadziej podgrzewacza do mleka i zestawu sztućców dziecięcych. Pełna opcja zdarzyła nam się raz, najczęściej dostępne były tylko wanienki. I może dobrze, bo pozostałe elementy dla nas okazywały się zupełnie zbędne. Samą wanienkę można też z łatwością zastąpić większą umywalką lub standardowym prysznicem.
Sprawdźcie więc przed wyjazdem co można otrzymać w hotelu, aby nie ciągnąć całego majdanu ze sobą. Oprócz sprzętów dziecięcych bardzo pomocny (wszechstronnie) okazuje się być czajnik – od wyparzania, przez podgrzewanie słoiczków do przygotowywania kaszki na kolację.

Na co macie ochotę?

Kolejna udręka wakacyjna – co dać dzieciom do jedzenia? Jeśli śniadania są zorganizowane w formie bufetu – ekstra. Mogą wybrzydzać bez końca – repertuar od parówek, przez jajecznicę po kanapkę z dżemem nie stanowi problemu. Zwróciłabym uwagę co najwyżej na jakość jedzenia. Zdarzyło nam się w bardzo wysoko ceniących się hotelach otrzymywać jajka tzw. trójki. A w hotelach teoretycznie dziecięcych mieć problemy żołądkowe charakterystyczne dla gotowania na sodzie. Warto więc przed wyjazdem poczytać trochę opinii nt. kuchni i mieć jakąś furtkę jeśli hotel nie stanie na wysokości zadania (na jednym z naszych wyjazdów okazało się, że najbliższa „restauracja” jest oddalona o 20 km od hotelu i oferuje głównie kebab i pizzę).
A co na obiadek i kolację? Bardzo doceniam miejscówki, które oferują menu dziecięce nie ograniczające się do naleśnika z serem, frytek z panierowanym kurczakiem i makaronu z sosem pomidorowym. Niestety jest ich bardzo niewiele. Dobrym rozwiązaniem jest możliwość zamówienia połowy standardowej porcji jakiegoś dana z menu „dorosłego” lub lekka jego modyfikacja. Niestety znowu – niewiele restauracji to oferuje.

Lokalizacja – chcemy być blisko

Jadąc w góry szukam zawsze hotelu przy stoku, nad morzem – bezpośrednio przy plaży. Owszem, ten luksus kosztuje. Ale jeśli pomyślisz o sobie jako o wielbłądzie, który wypakowany po uszy zabawkami, ubrankami na zmianę, jedzeniem i innymi dodatkami „na wszelki wypadek” przebija się przez tłum idących (zawsze) w przeciwnym kierunku ludzi, w gorącym słońcu lub ciężkim mrozie, a dziecko nagle krzyczy „siku” – to już wiesz, że jesteś gotowy zapłacić więcej. Bo czy na urlopie powinniśmy mieć pod górkę?
W kwestii lokalizacji jeszcze jeden hint – nawet jeśli hotel określa się jako „dzieciowy” i „blisko plaży” to warto przyjrzeć się szczegółom. W Jastrzębiej Górze każda miejscówka jest tak samo słaba przez jeden drobiazg – milion schodów po których schodzi się na plażę. Gdy staniesz na szczycie tych schodów, zaczniesz się zastanawiać czy nie wystarczy Ci jod z poziomu hotelowego balkonu.

A jeśli pada to co?

Podobno nie ma złej pogody, są tylko niewłaściwe ubrania. Niemniej zdarza się czasem taka burza śnieżna lub tak uparte deszcze, że nawet najwytrwalsi orędownicy świeżego powietrza chowają się pod kocami. Dzieci w takiej sytuacji zwykle dostają nagłego strzału adrenaliny, podnosi im się cukier, lub nie wiem co innego sprawia, że mają ochotę roznieść otoczenie. Wtedy dobrze jest mieć pod ręką basen lub salę zabaw. A jeśli jeszcze są miłe panie animatorki, które uwolnią nas od pięćdziesiątego z rzędu układania wieży z klocków – hurra! Basen nie musi być olimpijski, wystarczy mała sadzawka z ciepłą wodą. Ale w przypadku sali zabaw miałabym już konkretne wymagania. Przede wszystkim – aby była w miarę duża i czysta. Te dwa kryteria dyskwalifikują większość sal, które mieliśmy okazję odwiedzić. Dodatkowo spora część zabawek zwykle nie działa, a po resztkach można się tylko domyślać do czego „za życia” mogły służyć. Dzieci są kreatywne i wcale ich to nie odstrasza. Bardziej mierzi to (wizualnie i higienicznie) rodziców. Kolejne „ale” – bardzo trudno namierzyć hotele przygotowane na dzieciowe najazdy. Ubolewam bardzo, że w booking.com można wybrać filtry na udogodnieniach typu „bezpłatne wi-fi” lub „transfer z lotniska” a nie można wybrać opcji „z salą zabaw”.

W nagłych przypadkach

Kilka słów czyniących zadość milionom argumentów (zwykle babć, cioć i dalszych krewnych), że wyjazdy są niebezpieczne. Tutaj powinien paść monolog na temat potencjalnych zagrożeń, od klasyka o innej florze bakteryjnej, przez nadepnięcie na jeżowca, po gorączkę niewiadomego pochodzenia. Odpowiedzi mam dwie – po pierwsze sensowne (a więc o rozsądnej a nie minimalnej) wartości ubezpieczenie kosztów leczenia, a po drugie zorientowanie w temacie ośrodków medycznych. Tęsknię za bezludnymi wyspami, oddalonymi o długie godziny drogi od najbliższego lądu. Ale nie wybrałabym się tam z niemowlakiem. Co wcale nie oznacza, że skreślam od razu Azję. Z pięciomiesięczną Basią wybraliśmy jednak kontynentalne, choć bardzo kameralne ośrodki w odległości około 1h od międzynarodowego szpitala (który oczywiście i na szczęście wcale się nie przydał).

Tylko nie hotel dziecięcy

Na koniec taki mały paradoks – szukam hoteli spełniających powyższe kryteria, ale unikam typowo dzieciowych molochów. Nie cierpię tłumów w kolejce do sadzonego jajka podczas śniadania, wrzasku rozbieganych po hallu dzieciaków i zasikanych basenów. Może dlatego nie znalazłam dotąd idealnego – cichego i kameralnego, ale zapewniającego wszelką infrastrukturę dziecięcą, hotelu marzeń.

Moja checklista hotelowa:

  1. pokój:
    • czy jest możliwość zamówienia dodatkowych łóżeczek niemowlęcych lub dostawek do pokoju (i opłata za nie)?
    • czy są dostępne: czajnik, wanienka, krzesełko, nocnik/nakładka, przewijak, inne sprzęty dziecięce?
    • jaki jest metraż?
  2. restauracja:
    • czy jest czynna cały dzień?
    • czy oferuje menu dziecięce?
    • czy oferuje dania wegańskie lub wegetariańskie (o ile Wasze dziecko ma dodatkowe wymagania dietetyczne)?
  3. czy w hotelu dostępny jest basen, sala zabaw i plac zabaw?
  4. czy w hotelu jest winda?
  5. czy hotel jest zlokalizowany bezpośrednio przy plaży lub stoku?
  6. czy w odległości max godziny drogi znajduje się jakiś ośrodek medyczny/lekarz?

Jeśli macie do polecenia super-fajne hotele i ośrodki, to bardzo chętnie skorzystam. W kwestii odkrywania nowych miejscówek jestem stale nienasycona;)

3 komentarze
  1. Agata 2 lata ago
    Reply

    Nasza rodzina uwielbia Wlochy i zawsze wybieramy agroturismo. Wlosi uwielbiaja dzieci wiec nie ma problemu w restauracjach ani innych miejscach. Zazwyczaj wybieramy agriturismo z basenem i innymi atrakcjami dla dzieci. Bylismy juz w 3 agriturismo w Toskanii, w jednym w Umbrii a za pare miesiecy wybieramy sie na Sycylie;-) serdecznie polecam taka opcje;-)

Leave a Comment

Your email address will not be published.

You may also like

Najczęściej czytane